Panel logowania

Nie masz konta? Rejestracja  | Zapomnialeś hasła? Przypomnij

Pobierz publikację

Konferencja "Biogazownia rolnicza - sprawa publiczna"

 Podsumowanie konferencji

 

„Biogazownia rolnicza – sprawa publiczna”

 

 W ramach konferencji „Biogazownia rolnicza – sprawa publiczna”, która miała miejsce 28 kwietnia 2014 r w Centrum Prasowym PAP, odbyły się dwie debaty prezentujące spojrzenia na zalety, wady i funkcjonowanie w Polsce biogazowni rolniczych.

 

 Panel: Biogazownia rolnicza a gmina – korzyści i zagrożenia

 

 Podczas pierwszej z nich zogniskowanej wokół korzyści i zagrożeń związanych z inwestycją w biogazownię rolniczą cenny był głos samego inwestora z gminy Sokołów Podlaski, Macieja Ufnala oraz członka komisji budżetowej gminy, Wiesława Żelazowskiego. Obaj będąc rolnikami podkreślali, że powodem dla którego zdecydowali się na budowę biogazowni była zmiana na lokalnym rynku. Cukrownia, do której dotychczas rolnicy dostarczali buraki, przestała je odbierać. Poszukiwano zatem nowych sposobów zarobkowania, biogazownia dla części mieszkańców wydawała się być idealnym rozwiązaniem. Rolnicy mogliby na jej potrzeby uprawiać kukurydzę. Mieszkańcy Grochowa Szlacheckiego nie znali jednak tej technologii i poza inicjatorami przedsięwzięcia pojawili się również krytycy. Wiesław Żelazowski podkreślał zmianę nastawienia opinii mieszkańców po wizycie w Niemczech, gdzie można było obejrzeć działające instalacje biogazowe. Ostatecznym argumentem „za” były jednak pierwsze partie pofermentu, które z biogazowni zostały wywiezione na pola. Porównanie z odorem dotychczasowo stosowanej gnojowicy przekonało ostatnich wątpiących, mówił Wiesław Żelazowski. Oprócz zakupu od rolników kukurydzy gmina planuje wykorzystanie ciepła do ogrzewanie szkoły.

 

Olga Łukasiewicz z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska zwracała uwagę na efekty środowiskowe funkcjonowania biogazowni, które są widoczne lokalnie. Realizując politykę państwa jednocześnie eliminuje oprócz wyczuwalnego odoru również negatywne skutki stosowania gnojowicy. Powołując się na opracowanie FDPA „Poferment- nawozem dla rolnictwa” Olga Łukasiewicz przypominała, że zużycie nawozów sztucznych ma negatywny wpływ dla środowiska więc zastępowanie go pofermentem jest bardzo pożądane. Podkreślała, że zanieczyszczenie powietrza, które stało się tematem często poruszanym w mediach, może zostać znacząco ograniczone poprzez wykorzystanie ciepła z biogazowni a nie kotłów, w których spala się materiały przypadkowe i w efekcie zatruwa powietrze.

 

 Mariusz Wawer z firmy Havas PR Warsaw podkreślał, że w wielu gminach nie ma warunków do jakichkolwiek inwestycji ze względów finansowych, proceduralnych, ale bardzo często po prostu społeczno-psychologicznych. Nowość czy zmiana powoduje sprzeciw lokalnej społeczności. W gminach gdzie przeprowadzono z sukcesem budowę farmy wiatrowej czy biogazowni obserwuje się przypływ nowych inwestycji, mówił Mariusz Wawer zaznaczając, że inwestorzy również postrzegają gminę z funkcjonującą biogazownią jako bardziej atrakcyjną i otwartą na nowe projekty. Podobny efekt widać wśród urzędników gminnych, dla których pierwszy proces administracyjnej obsługi inwestora jest czasami bardzo trudny, ale stanowi „przetarcie ścieżki” do następnych projektów. Marek Amrozy z Narodowej Agencji Poszanowania Energii zwrócił uwagę na nastawienie inwestora. Nie musi nim być osoba mieszkająca czy pracująca tak jak rolnicy z Grochowa Szlacheckiego w sąsiedztwie instalacji. Wówczas inwestor nie znając sytuacji lokalnej jest skazany na informacje przekazywane przez gminę i chociaż może dysponować zasobami finansowymi, to niezbędne jest stworzenie odpowiedniej atmosfery i pełnego dostępu do dokumentów takich jak Założenia do planu zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczną i paliwo gazowe.

 

Arnold Rabiega, z pierwszej w Polsce spółdzielni energetycznej Nasza Energia, zwracał uwagę na niewykorzystany potencjał biogazowni jako źródła energii, które może zapewnić niezależność energetyczną. Pomimo minimalnej odległości od producenta energii do jej konsumenta opłata dystrybucyjna jest tak samo wysoka jak w przypadku znacząco większych odległości. Podkreślił też, że biogazownie są stabilne i przewidywalne w przeciwieństwie do innych odnawialnych źródeł energii. O bezpieczeństwie dostaw energii w wymiarze lokalnym mówił też Marek Amrozy podając przykład zakładów produkcyjnych które muszą wykupić ubezpieczenie na wypadek przerw w dostawie prądu. Tam gdzie mogą korzystać z lokalnej biogazowni ten wydatek jest niepotrzebny.

 

Z kolei Wiesław Żelazowski powiedział; o bezpieczeństwie energetycznym na terenie naszej gminy nie możemy teraz mówić chociaż mamy własną biogazownię. My tego prądu nie możemy kupić, co chętnie byśmy zrobili, chociażby do oświetlenia ulic, ale prąd musimy kupować tam, gdzie przewiduje monopolista. We własnym zakresie możemy wykorzystać niestety tylko ciepło.

 

 Marek Amrozy przypomniał, że z perspektywy ostatnich lat obecnie ilość inwestorów w biogazownie rolnicze spada. Z kolei Mariusz Wawer twierdził, że nie można porównać dość chaotycznych i niekonsultowanych ze społecznościami inwestycji z lat 90' do obecnych przypadków, kiedy pojawił się kluczowy faktor - opór mieszkańców. Jeżeli przyjeżdża inwestor i mówi, że z biogazowni będzie 500 tysięcy podatku rocznie, to każdy mówi, pewnie to gdzieś zginie w budżecie na nie wiadomo jakie działania. Zyski są dla większości nieodczuwalne poza osobami które mają uprawy i korzystają na inwestycji bezpośrednio. Ta większość ma po prostu neutralne podejście, mówił Marek Amrozy.

 

 Mariusz Wawer z kolei przypomniał, że przy obecnym stanie świadomości proekologicznej niektóre argumenty na rzecz biogazowni nie mają związku z przyjętymi przez Polskę planami rozwoju energetyki niskoemisyjnej. Często takie plany są rolnikom po prostu nieznane. W lokalnych społecznościach mamy dysonans, z jednej strony przyjeżdża inwestor albo ktoś z centralnego poziomu i mówi, że musimy osiągnąć 15% energii z odnawialnych źródeł, a z drugiej strony jest rolnik który mówi; a mnie to nie obchodzi. Jeżeli ta inwestycja obniży ceny nieruchomości albo ograniczy mi możliwości budowy, to ja jej nie chcę, powiedział Wawer.

 

 Olga Łukasiewicz zauważyła, że rolą władz gminnych jest zapewnienie pełnej wiedzy inwestorowi.

 

Znając warunki lokalne może w imieniu mieszkańców proponować lokalizację biogazowni. Z kolei Wiesław Żelazowski powiedział, że: gmina nie może stać tylko po jednej stronie, jeśli chce być w takiej sytuacji gospodarzem, ale jest o wiele łatwiej kiedy ktoś z mieszkańców jest inwestorem, myśmy to przerabiali na własnym przykładzie. Wtórował mu Maciej Ufnal: Gospodarz powinien informować inwestora, słuchaj nie buduj tutaj, tu są dwaj rolnicy, którzy się kłócą (..), zbuduj tam, tam są rozdrobnione ziemie, rolnicy z chęcią sprzedadzą ci nadwyżkę produkcji.”

 

Arnold Rabiega przypomniał, że bez względu na klimat wśród mieszkańców władza powinna trzymać się prawa, opowiadając o swoich doświadczeniach: ...wójt gminy domagał się raportu oddziaływania na środowisko w sytuacji kiedy nie było to potrzebne w tak małej inwestycji, nie chciał wydać warunków zabudowy sprawa ciągnęła się kilka dobrych lat. Straciliśmy wiele lat.”

 

W tej sprawie mówił również Marek Amrozy: Wójt który zrozumie na czym polega biogazownia jakie są zyski dla lokalnej społeczności powinien stworzyć warunki dla inwestora. Wójt powinien być gospodarzem, ale dobrym gospodarzem. Mariusz Wawer cytował zaś: 79% badanych mieszkańców badanych przez Szczecińską Akademię Medyczną mówiło, że w roli inicjatora i prowadzącego procesy konsultacji społecznej powinna być władza lokalna, radni lub wójtowie.

 

Zwrócił tez uwagę na słabość wielu procesów konsultacyjnych: w świetlicach wiejskich spotyka się inwestor, często w trzyczęściowym garniturze nie znający nawet dobrze nazwy miejscowości w której chce inwestować i po drugiej stronie mieszkańcy, którzy zostali postawieni do pionu więc atmosfera jest taka, że można siekierę powiesić. I tu następuje próba rozmowy. Nie ma takiej szansy. Jeżeli nie ma osoby, moderatora, który będzie udrażniał proces rozmowy, to po paru minutach dochodzi do przepychanek słownych lub wszyscy rezygnują i wychodzą. Zatem wójt przewodniczący, radni, sołtys albo lokalny lider jest naturalną osobą, która może doprowadzić do jakiegokolwiek porozumienia między stronami.

 

Uczestnicy pierwszego panelu wskazywali na zyski dla lokalnych społeczności w przypadku biogazowni rolniczej, która zagospodarowuje efekty hodowli, ale i korzysta z upraw energetycznych. Zdawali sobie sprawę, że dodatkowym zyskiem jest niezależność energetyczna. Ideałem wydaje się być produkcja ciepła i prądu na własny użytek gminy lub też sprzedaż nadwyżek do sieci. Jednocześnie krytycznie oceniono dotychczasowy rozwój tego typu inwestycji. Są nowością w małych miejscowościach zatem wymagają mądrej i uważnej dyskusji z mieszkańcami. Edukacja lokalnych liderów staje się warunkiem niezbędnym popularyzacji tej technologii w Polsce. Mają długi czas zwrotu z inwestycji więc odstraszają inwestorów, którzy nie mogą liczyć na konsekwentne i stałe wsparcie państwa. Pojawiły się pytania czy z powodu problemów ekonomicznych biogazownie nie zaczną szukać tańszych substratów. Pomimo obaw i znaków zapytania wszyscy zgadzali się, że działająca biogazownia rolnicza jest efektem współdziałania inwestora, gminy i mieszkańców. Proces budowy obejmuje zagadnienia środowiskowe, gospodarcze i rolnicze. I działanie, a raczej współdziałanie tych trzech wymiarów na poziomie ministerstw doprowadzi do sytuacji, w której rolnicza biogazownia stanie się naturalną częścią polskiego krajobrazu.

 

 

 

Panel: Gmina jako podmiot polityki energetycznej

Rozpoczynając od zapisów w Prawie Energetycznym, które nakazują gminie zapewnienie dostaw energii mieszkańcom, a z drugiej strony dają jej wolność w wyborze sposobu produkcji energii uczestnicy drugiej debaty na konferencji pokazywali różne aspekty tej sytuacji.

 

„To gmina wskazuje kierunki rozwoju odnawialnych źródeł energii, w tym pożądane technologie, które może wykorzystywać”, mówił Jarosław Wiśniewski, naczelnik Wydziału Energii Odnawialnych i Biopaliw w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi odnosząc się do planów i dokumentów tworzonych na poziomie samorządowym.

 

Uczestniczyliśmy w procesie budowania Polskiej Polityki Energetycznej, gdzie staraliśmy się wskazywać na potencjał energetyczny drzemiący w obszarach wiejskich. W jakim zakresie jest to realizowane, to już nie mi to oceniać. O poziomie wykorzystania tego potencjału decyduje inny organ, który jest odpowiedzialny za sektor energetyczny.”, przypominał Jarosław Wiśniewski. Jako przykład działania swojego resortu, wspomagającego inwestycje na wsi podał zmianę z 2013 r. rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budowle rolnicze i ich usytuowanie. Jarosław Wiśniewski zwrócił też uwagę na aspekt edukacyjny na przykładzie kampanii informacyjnej FDPA skierowanej do samorządów, która miała im uświadamiać rolę biogazowni rolniczych w kontekście wykorzystania zasobów wiejskich. Odnosząc się do tego Maciej Kapalski z Departamentu Energii Odnawialnej Ministerstwa Gospodarki zwrócił uwagę na to, że oprócz administracji rządowej olbrzymia rola w dystrybucji informacji przypada organizacjom pozarządowym, które mogą skutecznie dotrzeć do uczestników rynku energetycznego. Rolę swojego departamentu definiował jako doradczą w przypadku inwestorów i samorządów. „Departament Energii Odnawialnej w obszarze udziału gmin w zakresie zapewnienia planu dostaw energii elektrycznej stara się propagować, informować i zachęcać samorządy do tworzenia odpowiednich planów i dokumentów.” mówił Marcin Kapalski. „Z kolei inwestorom napotykającym problemy z wydawaniem decyzji staramy się pomóc interweniując w gminie, przypominając, że ma ona obowiązek stworzenia planu zaopatrzenia w energię.” dodał. Na pytanie w jaki sposób Departament Energii Odnawialnej Ministerstwa Gospodarki interweniuje w gminach usłyszeliśmy, że „...staramy się informować, w kilku przypadkach spotkaliśmy się bowiem z brakiem wiedzy. Departament stawia na współpracę i pozytywny przekaz, a nie straszenie, czy stawianie samorządów przed groźbą ewentualnych sankcji”.

 

„Kraje w których biogazownie się rozwinęły, jeśli popatrzymy na mapę Europy, to kraje federalne. Kraje w których samorządy maja dużo większy wpływ na lokalną energetykę. Wręcz gmina może stanowić prawo”, mówił z kolei Grzegorz Wiśniewski z Instytutu Energetyki Odnawialnej. „Polska jest krajem unitarnym, scentralizowanym w którym gmina ma narzędzia ograniczone. Nie wyobrażajmy sobie, że gmina przełamie te zasadnicze bariery”, mówił Grzegorz Wiśniewski.

 

Gmina powinna zadbać o ciągłość dostaw mediów, ale dbając o dobro całej społeczności powinna pójść w stronę energetyki odnawialnej”, mówiła Mariola Degles Doradca w Departamencie Ochrony Klimatu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Na pytanie dlaczego z wymienionych przez nią odnawialnych źródeł inwestowano głównie w kolektory słoneczne odpowiedziała: „Ekonomika. Ceny kolektorów spadły. Fotowoltaika jest jeszcze na poziomie do przyjęcia, a konglomerat tych rozwiązań daje spodziewane efekty”.

 

 Grzegorz Wiśniewski zauważył że gmina ma jasno określone kompetencje jeśli chodzi o produkcję energii cieplnej, a problemem jest sytuacja prawna kiedy gmina chce produkować energię elektryczną. Z kolei Rafał Tomala podkreślał funkcję biogazowni jako „czyściciela gminy”.

 

 Daniel Raczkiewicz z grupy IEN S.A. zajmującej się wdrażaniem rozwiązań energetycznych zwrócił uwagę na to, że kompleksowe rozwiązania, korzystanie z różnych źródeł mogą zawierać również biogazownię rolniczą, ale z punktu widzenia samorządu takie rozwiązanie musi być po prostu opłacalne ekonomicznie. Rafał Tomala z tej samej firmy dodał czynnik otoczenia prawnego i oczekiwanie na jasne określenia wysokości dopłat do konkretnych instalacji odnawialnych źródeł energii oraz jak zadziała system aukcyjny. „Czeka nas dziura inwestycyjna”, powiedział. Podkreślił też, że szkolenia oddolne przy wsparciu NFOŚiGW dla Ośrodków Doradztwa Rolniczego zmieniły wizerunek biogazowni w oczach mieszkańców wsi. „W ciągu ostatniego roku nie widziałem żadnego protestu przy budowie biogazowni, czyli czegoś co cztery lata temu było standardem”, powiedział Rafał Tomala.

„Istotą problemu jest opłacalność, gmina nie jest bankiem, nie jest fundacją.” mówił z kolei Grzegorz Wiśniewski z Instytutu Energii Odnawialnej.

 

„Na 54 biogazownie mniej niż 30 daje przychód, reszta jest na skraju bankructwa, one się po prostu nie sprawdzają, ponieważ były przygotowywane na modelu niemieckim”, wtórował Rafał Tomala.

 

„Kraje z rozwiniętą siecią biogazowni rolniczych to nie tylko kraje dbające o normy środowiskowe, ale też kraje, które oferowały inwestorom system taryf gwarantowanych,” zauważył Grzegorz Wiśniewski. Jarosław Wiśniewski z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi zgodził się że system taryf gwarantowanych może zapewniać szybki rozwój biogazowni, że jest to czynnik kluczowy. Zapytany o ocenę skutków rządowego programu „Kierunku rozwoju biogazowni rolniczych w Polsce w latach 2010-2020” powiedział: ”Oceniam to jak pracę jednej osoby, której się chce w gronie osób, którym nie zależy. Z przykrością oceniam, że wszystkie działania, które zostały podjęte, które wynikały z tego dokumentu były elementem pewnego wymuszania ze strony resortu rolnictwa. To nie jest dokument który ma znamiona strategii rządu.”

 

 „Oprócz Ministra Gospodarki gospodarzem tego dokumentu również jest minister Środowiska, Prezez Urzędu Regulacji Energetyki i także Minister Rolnictwa i Rozwoju wsi”, ripostował Maciej Kapalski.

 

 Jarosław Wiśniewski powiedział; „To, co na pewno udało się zrobić w Prawie Energetycznym i Ustawie o Odnawialnych Źródłach Energii to wydzielić pewne regulacje adresowane do biogazowni rolniczych.” Przypomniał, że istotą wprowadzanych zmian w przepisach prawa było ograniczenie zbędnych wymogów związanych z funkcjonowaniem biogazowni, które będą wykorzystywały bezpieczne surowce pochodzenia rolniczego. W wyniku konsultacji z Ministerstwem Środowiska udało się zrezygnować z konieczności dokonywania oceny oddziaływania na środowisko dla instalacji poniżej 0,5 MW oraz wprowadzić ułatwienia dla zagospodarowania produktu pofermentacyjnego.

 

Jarosław Wiśniewski mówił też o zmianie rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w którym doprecyzowano definicję budowli rolniczych, zaliczając do niej poszczególne elementy instalacji biogazu rolniczego przez co samorządy mają łatwiejszą drogę przy wydawaniu pozwolenia na budowę. Zwrócił uwagę na doprecyzowanie odległości instalacji biogazu rolniczego od innych obiektów, a także zniesienie obowiązku utrzymania odpowiedniej odległości pomiędzy poszczególnymi elementami instalacji.

 

 Przepisy prawa energetycznego i rozporządzenia Ministra Gospodarki które regulują funkcjonowanie systemu wsparcia stały się według Jarosława Wiśniewskiego z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi przyczyną porażki programu „Kierunku rozwoju biogazowni rolniczych w Polsce w latach 2010-2020”. „Aspekt ekonomiczny jest niezadowalający i dziś biogazownie są w bardzo trudnej sytuacji”, podsumował Jarosław Wiśniewski. Grzegorz Wiśniewski apelował o ocenę realizacji każdej przyjętej ustawy. Tego według szefa Instytutu Energetyki Odnawialnej zabrakło.

 

 „Dyskusja na temat OZE skupia się wokół wiatru i fotowoltaiki. W obecnym systemie wsparcia nie uwzględnia się korzyści, jakie dla krajowego systemu elektroenergetycznego, wynikają z funkcjonowania biogazowni rolniczych. Brak konieczności utrzymywania dodatkowych mocy rezerwowych dla takiego źródła jak biogazownia jest pomijany przy jej dofinansowaniu. Nierówne zasady konkurencji między źródłami OZE działają na niekorzyść biogazowni rolniczych” zauważył Jarosław Wiśniewski. W dalszej części dyskusji odnosił się do tego Grzegorz Wiśniewski, który mówił, że ukryte koszty innych źródeł energii ustawia biogazownię na z góry przegranej pozycji.

 

 „Kto inwestuje w farmy wiatrowe i fotowoltaikę? Fundusze Inwestycyjne. To prosty system inwestycyjny,” zauważył Rafał Tomala. „Kto inwestuje w biogazownie? Tylko samorządy albo inwestorzy lokalni, którzy mają problem z odpadami. Z tej struktury inwestycyjnej wynika dlaczego nam się nie udało,” kontynuował.

 

 Maciej Kapalski podsumował rządowy program: „Biogazownie rolnicze to 50 przedsiębiorców, 58 instalacji, 65 MW mocy zainstalowanej energii elektrycznej, 67 MW mocy energii cieplnej w stosunku do blisko 3,5 tysiąca MW zainstalowanej w wietrze blisko 900 MW w energetyce wodnej

 

i 1000 MW w innych technologiach. Na chwilę obecna ci przedsiębiorcy są poszkodowani.”

 

Z drugiej strony Maciej Kapalski przypomniał, że w 2010 roku kiedy program wdrażano sytuacja była inna. Rynek OZE był o połowę mniejszy, a przede wszystkim sytuacja była stabilna. „Wtedy idea jedna gazownia w jednej gminie była możliwa do zrealizowania,” mówił.

 

 „Niewydolność systemu zielonych certyfikatów została dostrzeżona przez rząd”, zapewniał Maciej Kapalski mówiąc o aukcjach dodatkowych, które będą mieć zastosowanie do biogazowni. „Jeśli chodzi o przyszłe działania to od 1 stycznia 2016 roku to duża część energetyki wodnej i duża część technologii współspalania wypada z rynku zielonych certyfikatów,” przypominał Maciej Kapalski.

 

„Zamiary przerosły możliwości,” mówiła Mariola Degles. „W początkowym okresie zdarzały się sprzeciwy społeczności lokalnych”, przypominała. Wzrost cen substratów również był powodem nieopłacalności inwestycji w biogazownie wyliczała Mariola Degles.

 

Poza ceną substratu, jeszcze cena praw majątkowych i cena energii są czynnikami które dla inwestora są problemem wyliczał z kolei Daniel Raczkiewicz.

 

 

 

Uczestnicy konferencji wskazywali na przyczyny niepowodzenia rządowego planu „Kierunki rozwoju biogazowni rolniczych w Polsce w latach 2010-2020”. Przypominali, że obok protestów społecznych i braku wiedzy głównymi czynnikami uniemożliwiającymi budowę „biogazowni w każdej gminie” były niskie ceny „zielonych” certyfikatów spowodowane popularyzacją współspalania w dużych elektrowniach na czym biogazownie traciły. Ukryte koszty farm wiatrowych czy elektrowni są „jawnymi kosztami” w przypadku biogazowni. Inwestor widzi je w codziennych wydatkach, chociażby na coraz droższe substraty. Wskazywano na rozproszenie między resortami ministerialnymi odpowiedzialności za powodzenie projektu biogazowni rolniczych i jednocześnie na działania, które miały poprawić warunki inwestycyjne. Wyliczono korzyści środowiskowe biogazowni i olbrzymią rolę w budowaniu niezależności energetycznej oraz minimalizację kosztów przesyłu energii. Paneliści podkreślali, że ciepło z biogazowni stanowi alternatywę dla ciepła z prywatnych kotłów opalanych niewłaściwym materiałem. Z nadzieją traktowano nową Ustawę o Odnawialnych Źródłach Energii, ale dotychczasowe losy inwestycji w biogazownie rolnicze oceniono jako prośrodowiskowy szlachetny wysiłek, który przyniósł wielu inwestorom rozczarowanie i realne straty finansowe. Pojawiły się głosy o wyczekiwaniu na realne efekty działania nowej ustawy o OZE szczególnie na rynku aukcji certyfikatów, wielokrotnie podkreślano, że taryfy gwarantowane dla instalacji OZE są najbardziej skutecznym środkiem wsparcia. Jaskółką pozytywnej zmiany wydaje się być projekt spółdzielni energetycznej. Lokalni inwestorzy postrzegani w debacie jako najbardziej pożądani ponoszą wspólnie ryzyko inwestycyjne znając teren i warunki. Uruchomienie spółdzielni energetycznej stanowić będzie reklamę tego typu modelu działania, reklamę która jest nadal niezbędna zarówno wśród samorządowców jak i mieszkańców gmin.